mimo w o l n i e j

∞ sposoby na zatrzymywanie świata

mimo w o  l   n   i     e       j RSS Feed
 
 

przerwa na pustułki

Zamieszkały na podwórku w centrum Krakowa, na które wychodzą okna biura, gdzie pracuję.

Przerwa na kawę. Przerwa na herbatę. Przerwa obiadowa. Przerwa na pustułki. Ostatnio najwięcej moich przerw przypada na pustułki. Zwłaszcza, że zwracają na siebie uwagę wydając głośne skrzeko-piski.

Ich głosów można posłuchać na tej stronie: ptaki.info

pustułka nr 2 z... gryzoniem

sokolik pustułka nr 1 z... gryzoniem

sokolik pustułka nr 2 siedzący na jajku

sokolik pustułka nr 2 siedzący na jajku

podróżowanie w czasie

Cała naprzód czyli ‘Dear FutureMe’

Przez ostatnie cztery dni napisałam dwa e-maile. Jeden do “siebie-za-rok”, a drugi do “siebie-za-sześć-lat”. Każdy z nich rozpoczynał się od domyślnego ‘Dear FutureMe’ Podróżowanie w czasie. Przyjdą na moją skrzynkę mailową 20 marca 2010 i 22 marca 2015 roku. Takie czasoprzestrzenne mailowanie poprzez stronę FutureMe.org.

Nie chciałam posłać w przyszłość do siebie drobnych żarcików czy pozdrowień, może dlatego pisanie okazało się zaskakująco żmudne. Przyszpiliło mój umysł lepiej niż wiele innych sposobów zastanawiania się nad własną przyszłością i tym czego chce się w życiu.

Kim będzie ta osoba, która odbierze maile? “PrzyszłeJa” za rok, albo za 6 lat? Do kogo piszę? Elektroniczno-epistolograficzna sztuczka wprowadza w ciekawy stan umysłu. ‘Ja’ próbujące przewidzieć swoją własną przemianę w czasie, aby zbudować podmiot do którego skieruje wypowiedź. Nakładający się na to dystans między nadawcą a adresatem listu połączony z… intymnością i prywatnością pisania do samego siebie. I jeszcze, last but not least, świadomość, że ten mail faktycznie do mnie dotrze wtedy, kiedy o nim nie będę już wcale pamiętać.

Usiłowałam ogarnąć czas, który upłynie do momentu odebrania maila i umiejscowić siebie w jakiś nowych dekoracjach. 1 rok – w miarę łatwe, 6 lat… piekielnie trudne. Te mentalne ramy sprowokowały mnie do testowania różnych konfiguracji tego, co pozostanie takie samo z tym, co się zmieni. Powoli wypełniłam je konkretnymi wyobrażeniami, życzeniami i tym co chciałabym sobie powiedzieć, o czym chciałabym wtedy pamiętać, tym co robię teraz, a co wtedy zaowocuje. Za przepaścią 6 lat pojawiły się już tylko kontury tego, co dla mnie najwyraźniejsze, najważniejsze.

I z powrotem. Czas przeszły, tryb dokonany

Rosamund Stone Zander zajmuje się terapią rodzin i coachingiem. Benjamin Zander jest dyrygentem Bostońskiej Orkiestry Symfonicznej i profesorem Konserwatorium Nowej Anglii. Razem napisali niezwykłą książkę “Sztuka możliwości”, przedstawiającą 12 twórczych praktyk, za pomocą których można przekształcić światopogląd i sposób życia (o tej książce na pewno jeszcze kiedyś napiszę).

Benjamin prowadzi zajęcia w konserwatorium muzycznym. Podczas jednego ze swoich kursów, aby przezwyciężyć stres i niechęć studentów do ryzyka spowodowane ocenianiem, zaproponował im następujący układ: Każdy z uczestników kursu otrzyma najwyższą ocenę ‘A’ pod warunkiem, że w ciągu 2 tygodni napisze list datowany po zakończeniu kursu, rozpoczynający się od słów ‘Szanowny Panie, Otrzymałem ocenę A ponieważ…”. W tych listach studenci mieli, jak najdokładniej opisać, co przydarzyło się im podczas całego kursu, co uzasadnia otrzymanie przez nich tak wysokiej oceny. Studenci powinni byli umiejscowić siebie w przyszłości, spojrzeć wstecz i przedstawić zdobytą wiedzę, umiejętności i wszystkie etapy rozwoju, a przede wszystkim jaką osobą stali się po zakończeniu kursu.

Cały list miał być napisany w czasie przeszłym, w trybie dokonanym. Z przyszłości do przeszłości. Odwrotny kierunek listu niż w FutureMe.org. Od wizji spełnienia i rozwoju osiągniętego w przyszłości, wstecz poprzez wszystko, co do tego doprowadziło. Często myślałam, żeby napisać taki list…

jeden cal ciszy/ one square inch of silence

W 1969 roku UNESCO podjęło uchwałę mówiącą o prawie każdego człowieka do ciszy i potępiającą nadużywanie muzyki w miejscach publicznych. Jednym z inicjatorów tej uchwały był Witold Lutosławski.

W mieście skrawek ciszy znaleźć chyba tak samo trudno jak prawdziwą ciemność. Taką ciszę, która dzwoni w uszach. Taką ciemność, że nie widać wyciągniętej ręki.

Hałas na ruchliwej krakowskiej ulicy (Alejach) w ciągu dnia osiąga wartość 70-73 decybeli, a nocna uliczna “cisza” 66-68.

Przeciętna cisza w lesie to około 30 decybeli.

“One Square Inch of Silence” – “Jeden cal kwadratowy ciszy” to projekt Gordona Hemptona – inżyniera dźwięku (dzięki niemu słyszymy odgłosy dzikich miejsc pokazywanych w filmach przyrodniczych). Symboliczny skrawek ciszy Hemptona – nieobecność dźwięków pochodzących od człowieka – znajduje się w Olympic National Park w Stanach Zjednoczonych. 24 decybele.

Hałas rozprzestrzenia się na bardzo dużą odległość. W Olympic Park niczym nie zakłócona cisza trwa czasem całe godziny. W innych parkach w Stanach Zjednoczonych wolne od hałasu są to już tylko minuty. Hempton wybrał to miejsce także dlatego, że jest ciche samo w sobie – bez szemrania rzeki czy wiatru. Dlatego łatwiej wykryć wszelkie zakłócenia, np. szum samolotowych silników. Hempton wysyła listy do linii lotniczych prosząc, aby omijały Olympic Park. Wygłasza pogadanki przekonując, że cisza jest coraz rzadszym zasobem i wymaga ochrony.

Mapa akustyczna Krakowa

O projekcie Gordona Hemptona

onesquareinch.org

“In search of one-Square Inch of Silence”

.

jak uszyć torbę na zakupy

Zacznijmy od tego, że nie umiem szyć. Mniej więcej rok temu kupiłam maszynę. Wtedy wybrażałam sobie, że szycie to przede wszystkim szycie. Jednak już przy pierwszej próbie (skracanie spodni) okazało się, że szycie to całe mnóstwo dodatkowych działań wymagających drobiazgowości i dokładności: zaprasowywanie, spinanie szpilkami, fastrygowanie, wykrawanie.
Takie powtarzalne czynności przygotowawczo-wykończeniowe mnie nużą. Może dlatego moje postępy w szyciu są powolne i nadal ograniczam się do: skracania spodni, wykańczania zasłon, przerabiania pościeli oraz… szycia toreb na zakupy.

walizka pełna skarbów z second handów i zestaw tkanin owocowo-czerwony

walizka pełna skarbów z second handów i zestaw tkanin owocowo-czerwony

Moje torby na zakupy

Szycie toreb na zakupy stało się moją wielką namiętnością. Jeden i ten sam prościutki wykrój z niewielką dozą zaprasowywania. Kilka ściegów i upolowane w second handach tkaniny (obrusy, zasłony, skrawki, apaszki, etc.) przybierają nową formę i wchodzą w drugą niezwykle pożyteczną fazę (u)życia. Zabawa w zestawianie kolorów i vintage wzorów.
Szyję je i rozdaję, głosząc śmierć plastikowym reklamówkom!

torba 1 czerwona z zasłony i kawalka ściereczki, torba 2 brązowa z zasłonki i apaszki

torba I czerwona z zasłony i kawalka vintage ściereczki w serca, torba II z beżowej zasłonki i apaszki w szachownicę

torba czarna z poszewki i szalika, torba biała z obrusa i błękitnej podszewki

torba III czarna z poszewki i szalika, torba IV biała z obrusa i błękitnej podszewki

W zeszłym tygodniu przeszłam na nowy poziom zaawansowania w szyciu toreb :-) Uszyłam torbę z podszewką, co wymagało bardzo dużej ilości wiwijania z prawej na lewą, zaprasowywania i spinania szpilkami (torba IV ze zdjęcia powyżej).

.

Twoja torba na zakupy czyli instrukcja jak uszyć najprostszą na świecie torbę na zakupy

Jeśli chcesz uszyć swoją własną  torbę na zakupy, pobierz instrukcję, którą zrobiłam w pdf-ie.

>>> jak uszyc torbe na zakupy.pdf

.

bawełna drukowana w perskie krajobrazy, ciemno zielona poszewka i jasnozielona serwetka - co z tego będzie?

bawełna drukowana w perskie krajobrazy, ciemno zielona poszewka i jasnozielona serwetka - co z tego będzie?

zaniemogłam

Zaniemogłam i nie mogę prawie nic. Mogę tylko leżeć. Śpię w dzień i w nocy. Nawet czytać niezbyt mogę, albo przygotowywać posiłki. Podgrzewam tylko zupę, którą przywiozła mi mama. Boli mnie gardło, kaszlę…

Kiedy ostatni raz spędziłam 5 dni w domu głównie leżąc? Nie pamiętam.

Bardzo pouczająca jest taka całkowita niemoc. Po gorączkowym wyścigu zeszłego tygodnia, robieniu stu rzeczy na raz, zostałam nieodwołalnie zatrzymana. I tak tkwię pod warstwami kołder, pledów i koców…

Za to koty są zadowolone – mają gdzie spać w ciągu dnia…

Ps. Dodałam tego posta do kategorii ruch ze względu na przymusowe pozostawanie w bezruchu…

zakopana pod kołdrą, pledami i kotami

zakopana pod kołdrą, pledami i kotami

tęsknota za śniegiem

Wreszcie padał śnieg. Jeżeli idzie o śnieg to zależy mi na samym padaniu-śniegu o wiele bardziej niż na tym, żeby był śnieg-na-ziemi. Choć jedno i drugie ma swoje zalety…

Ostatnio śnieg pada tak rzadko, że patrzyłam na wirujące płatki jak dziecko, przez pół godziny z nosem przyklejonym do szyby. Na dachach naprzeciwległych kamienic siedziały ptaki.

Przypomniał mi się odgłos chrzęszczenia głębokiego zmrożonego śniegu pod stopami. Taki jak w kawałku Bjork ‘Aurora’ (z Vespertine).

Zauważyłam ostanio, że tuż zanim spadnie śnieg chmury przybierają taki mleczno żółtawy odcień i światło zmienia się na bardziej rozproszone. Ponieważ tak rzadko pada, nie mogę sprawdzić czy to zbieg okoliczności, czy zawsze się tak dzieje.

kawki

śnieg i kawki

gawron

śnieg i gawron

akcja – inspiracja. część 1

Natchnienie. Twórcze nakręcenie. Takie fajne uczucie!

To, co najważniejsze raz po raz umyka mi z pola widzenia. Usuwa się na dalszy plan. Inspiracja uchodzi ze mnie jak powietrze z przekłutego balonika. Pufff… Twórczy ogień wygasa.

W Nowym Roku nie bądźmy jak przekłute baloniki! ;-)
In spire. Weź oddech. Natchnij się.

Tak samo jak Erin z ‘designformankind’ fascynuje mnie podglądanie ścieżek cudzych inspiracji. Co i jak kogoś inspiruje? Jak inni pompują swoje baloniki?

Erin stworzyła 5 numerów e-zina poświęconych inspiracjom artystów i design-bloggerów. Zdaje się, że właśnie wtedy dowiedziałam się, że przyczepianie różnych rzeczy do ściany nosi dumną nazwę ‘inspiration board’ lub ‘creative board’  lub ‘mood board‘ (tablica inspiracji, tablica kreatywna, tablica nastroju). W swoich e-zinach Erin pokazała inspiration boardy artystów wraz z krótkim tesktem opisującym, co ich inspiruje. Także na flickr znajdziecie grupy ze zdjęciami wiszących inspiracji.

Oto co wisi nad biurkiem aspirującego autora powieści Science Fiction...

Oto co wisi nad biurkiem aspirującego autora powieści Science Fiction... Na flickr wersja wzbogacona o komentarze: http://www.flickr.com/photos/mindonfire/2666935436/in/pool-inspirationboards

Tablica nad maszyną do szycia w pracowni Yvonne Eijkenduijn - dekoratorki wnętrz, pisarki i fotografki prowadzącej blog: http://www.yvestown.com

Tablica nad maszyną do szycia w pracowni Yvonne Eijkenduijn - dekoratorki wnętrz, pisarki i fotografki prowadzącej blog: http://www.yvestown.com

Wycinki z gazet, ulotki, cytaty, skrawki materiałów, zdjęcia, wzorniki kolorów, wiersze, komiksy, ususzone kwiatki, koraliki, notki na samoprzylepnych karteczkach, stare bilety i wszystko inne, co tylko da się przyczepić do ściany czy korkowej tablicy – oto ‘Inspiration board‘. Zestaw zawieszonych przedmiotów nie jest stały, ale rozwija się i zmienia.

Zaciekawiają nie tylko efekty, ale i proces wybierania, na co chcemy patrzeć. Kolaże obrazów, które niosą jakiś inspirujący ładunek i skojarzenia. Często, wybierane na łapu capu, spontanicznie – po złożeniu mogą uprzytomnić nam tęsknoty i marzenia. Albo, przemyślane kompozycje przywołujące uwagę do tego, co dla kogoś najważniejsze. Czasami, po prostu zestawy sentymentalnych przedmiotów, barw i zdjęć oddających nastroje. Nieskończenie wiele możliwości eksperymentowania ze swoją inspirującą tablicą.

Zawsze wieszałam różne rzeczy na ścianie, albo korkowej tablicy. Od 3 tygodni mam linkę wiszącą za ekranem monitora i metalowe klamerki. Zawieszam na niej inspiracje i przypominacze. Rozrasta się i gęstnieje z tygodnia na tydzień…

mój inpiration board - faza początkowa

mój inpiration board - faza początkowa

E-ziny Erin E. Loechner z designformankind.com

(linki przekierują Cię na strony, gdzie możesz pobrać pdf-y)

Więcej wybranych ‘inspiration board’ z flickr:

any colour you like…. rozplątywanie

PRZED

PRZED


120 minut*
PO

PO

Czasami zdarza się, że coś się popląta. W ten właśnie tajemniczy sposób poplątały się “landrynki” czyli sznury kolorowych szkiełek z kiczowatej zasłonki.

Rozplątywanie. Jak bajkowe oddzielanie soczewicy od popiołu albo ziaren maku od piasku.

Rozplątywanie może doprowadzić do szału. Rozplątywanie może uspokajać.

Jaki tylko kolor zechcesz.

Any colour you like.

Any colour you like/The Dark Side of the Moon/ Pink Floyd

* Landrynki rozplątywał Adam. Asystowała mu Kreska, której kawałek widać u góry drugiego zdjęcia.

zimno – ciepło… masala chai

Przyprawy. Zgodnie z ruchem wskazówek zegara: liść laurowy, pieprz czarny, biały i zielony, goździki, cynamon, imbir, gałka muszkatołowa, kardamon zielony, ziele angielskie

Przyprawy do masala chai. Zgodnie z ruchem wskazówek zegara: liść laurowy, pieprz czarny, biały i zielony, goździki, cynamon, imbir, gałka muszkatołowa, kardamon zielony, ziele angielskie

Strasznie wczoraj zmarzłam. Moje buty, unurzane w śnieżno-słonej mazi, zupełnie przemokły. Chlupotała w nich woda. Mokre buty, mokre skarpety i mróz. Brrr…

Po powrocie zawinięta w koc obejrzałam popularnonaukowy film o wulkanach, a potem zrobiłam masala chai. Wełniane skarpety, rozgrzewająca pikantno-słodka herbata – przyjemność zwielokrotniona przez wcześniejsze zmarznięcie. Proste prawo kontrastów. Zimno – ciepło. Grzaniec najlepiej smakuje na narciarskim stoku a masala chai po zimowym albo jesiennym spacerze.


Masala Chai (hinduski czaj)

Chai to po prostu herbata. Masala oznacza czarną herbatę gotowaną z przyprawami z dodatkiem mleka i brązowego cukru. Nie ma jednego przepisu, ustalonego składu czy proporcji lub sposobu przyrządzania. W różnych regionach Indii dominują różne przyprawy. Poszukując niegdyś przepisów w sieci natrafiłam na wiele sprzecznych wskazówek sporządzania hinduskiego czaj z przyprawami. Jedni piszą o wsypywaniu herbaty na samym początku do zimnej wody. Inni przestrzegają, aby herbatę dodawać na sam koniec, tak aby się nie zagotowała…

Najpiękniej moim zdaniem o przygotowywaniu i piciu masala chai oraz Indiach piszą Jenny Kostecki-Shaw i Patrick Shaw na chaipilgimage post: Jai Ram’s chai in Chitrakoot.. W poście, do którego linkuje przeczytasz i obejrzysz jak Jai Ram – hinduski chai wallah przyrządza chai z imbirem i kardamonem. Przygotowanie masala chai może być spokojnym rytuałem, tym piękniejszym jeśli przygotowujemy herbatę dla kogoś bliskiego.

Każdy może znaleźć recepturę dopasowaną do własnego gustu, pory dnia lub roku. Bardziej pikantną z większą ilością przypraw, bardziej herbaciano-mleczną z migdałowym pudrem, słodszą z klonowym syropem albo miodem, z mlekiem sojowym. Latem można dodać mięty, a zrezygnować z rozgrzewających przypraw. Niezliczona liczba możliwości.

Gotujesz wodę z herbatą i przyprawami. Dodajesz mleko i cukier. Podgrzewasz. Przecedzasz i rozlewasz do filiżanek.

Przepis na masala chai do pobrania i wydrukowania:

przepis na masala chai w pdf
.

chodzenie bez celu

Zauważyłam, że mam kłopot z chodzeniem bez celu… z tym, żeby tak po prostu wyjść z domu i iść nie mając jakiegoś konkretnego zamiaru lub chociaż pretekstu.

Czuję się nieswojo i niepewnie ogołocona z celowości. Po co poruszać się, jeśli nie ma żadnego “po co”? A przede wszystkim gdzie poruszać się, jeśli nie ma “po co”? W którym kierunku pójść po wyjściu z bramy kamienicy? Nad Wisłę? Na błonia? Na Rynek? W stronę Kopca Kościuszki? Jak długo iść?
Chodzenie bez celu wydaje mi się czymś podejrzanym i złym. Czymś w rodzaju… marnowania czasu…

Potrzeba uzasadnienia trzyma mnie mocno w domowym bezruchu. Skąd w niej tyle siły? Wyszukuję absurdalne preteksty do wyjścia z domu w rodzaju: zakup paczki rodzynków, albo konieczność skorzystania ze słonecznych promieni (w końcu mamy jesień i dni coraz krótsze i słońca coraz mniej…).

Ale kiedy mam już ten Cel, to często niewiele zostaje z samego chodzenia. Mój cel, jak katapulta, wysyła mnie o kilka kroków za daleko na to, aby doświadczyć samego włóczenia się bez celu…

Trzeba ćwiczyć bezcelowe chodzenie. Wałęsanie się. Włóczenie.

Przejdę się gdzieś…

bluszcz trzymający się mocno nadwiślanego muru... tak samo mocno jak ja mojego pretekstu na tym spacerze czyli... aparatu fotograficznego

bluszcz trzymający się mocno nadwiślanego muru... tak samo mocno jak ja mojego pretekstu na tym spacerze czyli... aparatu fotograficznego

wielkość tekstu

ostatnie wpisy