mimo w o l n i e j

∞ sposoby na zatrzymywanie świata

mimo w o  l   n   i     e       j RSS Feed
 
 

omijanie utartych ścieżek

Tą samą drogą. Tym samym skrótem. Jedną linią tramwajową. Zmiana miejsca pracy uzmysłowiła mi jak bardzo ograniczona jest moja codzienna przestrzeń podróżowania “do” i “z”… Mogłabym jak tramwaj przyczepić sobie na stałe tabliczki z przystankiem początkowym i końcowym.

A przecież tak samo jak w siatce wyznaczonych na stałe tras, funkcjonuję w rozkładzie powtarzalnych czynności i myśli. Codziennie omijam wielkie przestrzenie innych możliwości. Gdybym wysiadła na innym przystanku, pojechała trasą dookoła. Gdybym pomyślała o czymś w nietypowy sposób.

Jeszcze bardziej niż sama powtarzalność niepokoi mnie jej usypiający efekt. Utartymi ścieżkami porusza się automatycznie. Już nie patrzy się pod nogi, nie rozgląda na boki, nie zastanawia. Można to robić z zamkniętymi oczami.

fragment mapki komunikacyjnej krakowskich linii tramwajowych

fragment mapki komunikacyjnej krakowskich linii tramwajowych

Ile z tego czym się zajmujesz układa się według stałej trasy? Powtarza się regularnie z tygodnia na tydzień? Jak wiele rzeczy robisz automatycznie i zamkniętymi oczami?

A ile jest myśli/ czynności nietypowych? Ile zbaczania z trasy? Ile próbowania czegoś nowego?

 

Kiedy codzienne życiowe ścieżki stają się tak przewidywalne, że możesz rozrysować je jak komunikacyjną mapkę linii tramwajowych, to pora żeby zacząć je omijać.

 

 

niezidentyfikowane obiekty kwitnące

Było zimno, pochmurno, wilgotno i wietrznie, ale dzięki temu wszystko, co już zielone nabrało intensywniejszego i neonowego koloru. Ludzi wokół prawie wcale, bo na zewnątrz wyciąga ich raczej słońce. Mijali nas tylko jacyś zdeterminowani biegacze.

Podczas takiego mrocznego deszczowego spaceru na Skałkach Twardowskiego wypatrywałam kwitnących roślin. Wyłaniały się z suchej trawy i liści. Dwa dni wcześniej w tym samym miejscu zauważyłam tylko trzy… a kiedy zaczęłam ich szukać, to sfotografowałam szesnaście. Czasem przez aparat widzę więcej.

Wypatrywanie i nazywanie – pozostałości mojej fascynacji botaniką i słabości do brzmienia łacińskich nazw. Nazywane rośliny zaczynają się “mnożyć”. Zamiast trawy masz kilkadziesiąt roślin, zamiast jednego fiołka dwa różne gatunki. Wyostrza się zmysł rozróżniania drobnych szczegółów koloru, kształtu listków czy płatków. Tak jak w tym wyeksploatowanym przykładzie o Eskimosach, którzy w swoim języku mają kilkadziesiąt określeń rodzajów śniegu. Jedni widzą drzewa, inni wiąz, wierzbę, klon, modrzew…

Wieczorem w domu przewertowałam  wszystkie moje książki, ale nie udało mi się zidentyfikować trzech sfotografowanych obiektów kwitnących.

 

 

Fiołek leśny Viola silvatica

Miodunka plamista Pulmonaria officinalis

Zawilec gajowy Anemone nemorosa

Ziarnopłon wiosenny Ficaria verna

Fiołek wonny Viola odorata

Pięciornik piaskowy Potentilla arenaria

niezidentyfikowany obiekt nr 1

Wierzba iwa Salix caprea

Wilczomlecz sosnka Euphorbia cyparissias

Mokrzycznik baldaszkowaty Holosterum umbellatum ???

Wiąz polny Ulmus minor

Niezidentyfikowany obiekt nr 2

Śliwa tarnina Prunus Spinosa

Niezidentyfikowany obiekt nr 3

Klon zwyczajny Acer plantanoides

Modrzew europejski Larix decidua

 

 

sleepbot – kołysanki dla dorosłych

Prowadzę teraz warsztaty w 13-sto dniowych cyklach. Zajęcia trwają 5 godzin dziennie – 5 godzin niepodzielnej intensywnej uwagi; nieprzerwanego słuchania, patrzenia i natychmiastowego reagowania. Kiedy prowadzisz grupę nie możesz pozwolić sobie na zapatrzenie się w okno, chwilę zapomnienia w myśleniu o niebieskich migdałach lub relaksującą przerwę spędzoną na facebooku. Musisz być cały czas w trybie pełnej gotowości. A w głowie i emocjach praca często zostaje dużo dłużej. Rozważam to, co było, planuję co i jak zrobię następnego dnia…

13 dni, przerwa i kolejne 13 dni, przerwa… chyba jest to największe energetyczne wyzwanie jakie do tej pory miałam. Trudno przestawiać się z tego trybu 100%  intensywności na tryb odpoczywania. Wszystkie wewnętrzne zębate kółka rozpędzają się do zawrotnej prędkości i potem nie da się ich tak po prostu zatrzymać. Pomimo zmęczenia, wirują nadal, chociaż już najwyższa pora na odpoczynek i zbieranie nowych sił.

Dziś miałam ostatni dzień szkolenia. Wyhamowywuję. Słucham: Sleepbot Environmental Broadcast - sleepbot.com czyli “aplikowanego on-line, na żywo, dostępnęgo bez recepty, 24 godziny na dobę/ 7 dni w tygodniu/ 365 dni w roku środka nasennego”. Internetowe radio Sleepbot to moje ulubione ambientowe kołysanki.

Sleepbot może Cię ukołysać do snu, ale możesz także słuchać go śpiąc. Sleepbot poleca takie nieświadome słuchanie i żeby to ułatwić zamieszcza na swojej stronie przykładowy ton, który pokazuje jaki może być najgłośniejszy dźwięk nadawany przez radio: reference ton. Według tego dźwięku ustawisz głośność Twojego sprzętu na taki poziom, aby muzyka Cię nie obudziła.

Posłuchaj Sleepbota:  listen.pls

come back i czasokolorowanka nr 1

Każda luka w moim blogowaniu łączy się z wstydliwą przerwą w praktykowaniu mimowolności.

Popychana przez wir zewnętrznych impulsów zajmuje się tysiącem pilnych spraw. Całą ważniejszą resztę odkładam na później. Wydaje mi się, że tylko do jutra… a potem nagle zauważam, że przerwałam pisanie na 7 miesięcy. Mnóstwo innych rzeczy, tak samo jak blogowanie, ma sens tylko wtedy, gdy robisz je regularnie.

Jak utrzymywać skupienie na tym, co uznajemy za najcenniejsze dla siebie? W jaki sposób na co dzień kierować energią i czasem tak, by nie rozpraszać się na nieważne sprawy? Jak uniknąć tej cholernej sinusoidy wielkich zrywów i długich letargów?

Wracam do pisania i rozpoczynam testowanie na sobie sposobów harmonijnego czasobalansowania.

Czasokolorowanka nr 1 czyli sposób na regularność

Ja często gubię się w maleńkich decyzjach i w chwilowej perspektywie: “to tylko godzina”, “tylko ten jeden raz tego nie zrobię”, “tylko do końca tego tygodnia”. Przewracam kartkę terminarza i kolejny tydzień znika z mojego pola widzenia. Znika razem ze wszystkim ważnymi rzeczami, na które nie znalazłam ani chwili i długą listą czaso-zjadaczy. Nie widzę jak każde 30 min dziennie sumuje się w 7 i pół dnia rocznie. Zapominam, że tydzień za tygodniem zmienia się w pół roku od kiedy nie spotkałam się z Mają. Mijające miesiące przechodzą niezauważalnie w półtorej roku od czasu gdy pomyślałam, że chciałabym chodzić na jogę.

Nie widzę całości. ”Widzę” to dla mnie słowo klucz – jestem wzrokowcem. Potrzebowałam zobaczyć mój czas.

kalendarz na drzwiach sypialni

Powyżej widnieje moja czasokolorowanka zainspirowana metodą Jerry’ego Seinfelda “nie przerywaj łańcucha” (don’t break the chain). Na kartce flipcharta rozpisałam duży kalendarz. Zawiesiłam go na drzwiach sypialni – dzięki temu będę widzieć go codziennie rano i wieczorem… Seinfeld proponował, aby kolorowym flamastrem zaznaczać dni, kiedy zrobiłeś rzecz, którą chcesz uczynić swoim nawykiem. W miarę upływu czasu linia wydłuża się. Wyjaśniał: “będzie Ci się podobać, że łańcuch wydłuża się. Zwłaszcza kiedy będzie już długi na kilka miesięcy. Twoje jedynie zadanie to nie przerywać łańcucha!”.

Dla mnie o wiele ważniejsze jest, że zobaczę jak często udaje mi się skoncentrować na tych 4 ważnych działaniach, które wybrałam. Zobaczę cały 2011. Każdy mój cel działanie ma inny kolor. Niektóre z nich chcę robić tylko 1 lub 2 razy w tygodniu – odpowiadające im kreski będą układać się pionowe łańcuchy.

Tak samo mocno motywują mnie moje króciutkie na razie linie-łańcuchy, jak te wcześniejsze puste miesiące, kiedy nie poświęcałam czasu na ważne dla mnie rzeczy – dlatego choć zaczęłam od 14 marca, to specjalnie wpisałam w kalendarz wszystkie miesiące od początku roku.

czas na ogórki małosolne

Tego lata mam porachunki z warzywami:

warzywa + ja = poczucie winy

Kupuję je i wkładam do lodówki, gdzie marnują się z powodu mojego zabiegania i braku czasu. Zwykle pod koniec tygodnia usiłuję uratować przynajmniej część z ich zwiędniętych szczątków w panice gotując kilka potraw na raz. Jednak półtorej kilograma ogórków przebrało miarę mojego poczucia winy i chociaż o 1 w nocy jedynym moim marzeniem było zasnąć (rano musiałam wstać o 6), to zmobilizowałam się do ich ukiszenia.

Kiszenie ogórków ma wiele wspólnego z czasem:

ogórki+koper+czosnek+chrzan+woda+sól+CZAS= ogórki małosolne

ogórki+koper+czosnek+chrzan+woda+sól+więcej CZASU= ogórki kiszone

W dużym kamionkowym garnku rozgrywa się magiczna praca bakterii fermentacji mlekowej. Codziennie zaglądam pod talerzyk, którym jest przykryty i wącham.

Takie domowe ogórki to zupełnie co innego niż kupowane w warzywniaku gotowce – to prawdziwe eksperymentowanie z czasem.

Najszybciej ukiszą się ogórki, które ponakłuwa się widelcem i obetnie ich czubki (możesz je ułożyć na samej górze).

Wolniej takie, które będą miały tylko ucięte końcówki (a te ułóż piętro niżej – w ten sposób poszczególne piętra będą po kolei zmieniały się w małosolne)

Kiszenie przyspieszy także gorąca zalewa.

Ale możesz też niczego nie przyspieszać…

moje ogórki

naukowe porady dotyczące jakości kiszonych ogórków :-)

http://www.ho.haslo.pl/article.php?id=1872