śniadaniowa NIEdoskonałość
No i nie obudziłam się godzinę wcześniej, ale zaledwie kwadrans wcześniej. W lodówce czekały na mnie maliny. I to tylko dzięki malinom zdecydowałam mimo wszystko zjeść moje śniadanie.
Śniadanie było pyszne. Herbata, maliny, jogurt i kilka stron książki, niedużo, tyle żeby dokończyć rozdział. W efekcie uciekł mi autobus. Spóźniłam się do pracy 40 minut.
Agnieszka czekała pod zamkniętymi drzwiami biura 25 minut próbując się dodzwonić na moją rozładowaną komórkę. Potem zrezygnowała z czekania i… pojechała na rynek gdzie wypiła duże cappucino. Ku mojemu zdziwieniu po powrocie do biura była całkiem zadowolona z takiego obrotu rzeczy.
Mission completed? Mhmm… chyba jednak muszę jeszcze poćwiczyć. Podobno ćwiczenie czyni mistrza…

August 26th, 2008 at 10:33 pm
Innymi słowy – wstawszy jedynie 15 minut wcześniej udało Ci się załatwić dwa prawie doskonałe śniadania (swoje i Agnieszki).
Nieźle, jak na pierwszy raz.
August 27th, 2008 at 8:39 am
Mhmm, można i tak na to spojrzeć. Podwójna skuteczność – całkiem jak z reklamy środków czystości
August 27th, 2008 at 10:23 am
Spokojne śniadanie w domu to prawdziwy luksus. Ja od ponad roku pochłaniam swoje w biegu, w pracy i zwykle jest to musli. I w dodatku zawsze takie samo musli. Dopiero jak patrzę na te zdjęcia to do mnie dociera, że dużo przyjemności mnie omija. Chociaż, z drugiej strony spanie do ósmej to też przyjemność. Ach czemóż to nie można mieć wszystkiego na raz!