mimo w o l n i e j

∞ sposoby na zatrzymywanie świata

mimo w o  l   n   i     e       j RSS Feed
 
 

takie same ale inne – smakowanie jabłek

Delikates

Paula red

Celesta

Liret

Szara reneta

Brzmią pięknie… A przecież jest ich jeszcze więcej: golden delicjusz, antonówka, idared (wg mojego researchu to najpopularniejsza odmiana w polskich sadach ;-) ), koksa, kosztela (stara i rzadka odmiana), rubin, jonagold…

Jakie jabłka lubisz? Jakie jabłka lubi Twój partner? Pytanie pasujące do teleturnieju dowodzącego, że nie znamy naszych bliskich tak dobrze jak nam się zdawało. Czy można znać człowieka i nie wiedzieć jakie jabłka lubi? ;-)

Jabłka są jak psy, niby takie same a jednak inne. Pies to pies, a tyle ras. Jabłko to jabłko. Te myśli plątały mi się po głowie, kiedy mijałam na targu kolejne stoiska pełne skrzynek wypełnionych różnymi odmianami jabłek. Często po prostu proszę sprzedawcę o twarde i średnio słodkie. Tym razem wybrałam 5 tajemniczych imion, z których znałam dobrze tylko szarą renetę.
Bo przecież pod tymi pięknymi imionami kryje się o wiele więcej. Intensywność smaku, winny aromat, tekstura skórki, soczystość, konsystencja miąższu, chrupkość, zapach, kwaskowatość, słodycz. Owe subtelne różnice są warte organoleptycznego eksperymentu.

Jabłkowe party to edukacyjna zabawa dozwolona od lat pięciu:
1. Idź na targ i kup jabłka w 10 odmianach.
2. Zaproś przyjaciół.
3. Pokrój jabłka na cząstki (zostaw skórkę!). Nie krój jabłek zbyt wcześnie, bo zbrązowieją. Pamiętaj, że cząstki nie mogą być duże, bo wtedy nie uda się spróbować wszystkich odmian.
4. Smakuj, gryź, wąchaj i porównuj.
5. Jakie jabłko smakuje dziś najlepiej?
6. Z jabłkami dobrze komponują się sery…

Krok drugi można pominąć – jabłka smakują także w samotności…

2 Responses to “takie same ale inne – smakowanie jabłek”

  1. 1
    diplodoc:

    Zgadzam się, jabłka są pyszne – ale żeby popróbować różnych smaków, trzeba trochę poszukać, bo teraz w sklepach królują odmiany jabłek z drzew niskopiennych, czyli takich nowych, karłowatych krzyżówek, które – choć “wygodne” dla sadowników – są nieodporne na szkodniki i choroby, więc pryskane całą tą chemią, woskowane itd. Wyglądają pięknie i ja często się na nie kuszę :-) , ale smak – jak dla mnie – to już nie jest to, bo ja mam zboczenie, o czym niżej ;-) .
    Jestem szczęśliwcem, bo w rodzinnym domu moi rodzice mają stary sad z jabłoniami wysokopiennymi, których już właściwie w Polsce nie ma: jabłka może brzydkie, karłowate, z plamami – ale tego smaku nie da się zapomnieć, nie ma porównania z jabłkami sklepowymi. Tu różnice między poszczególnymi odmianami są dla mnie ogromne. Polecam: antonówki, cesarze, renety /o których pisałaś/, jonatany, malinówki, papierówki oczywiście, no i moje ukochane starkingi – ciemnoczerwone, wydłużone, baaardzo słodkie, z taką charakterystyczną, soczystą, przezroczystą galaretką przy gnieździe nasiennym.

    Tak na marginesie: temat wymierania starych odmian wysokopiennych drzew owocowych ma wymiar mocno ekologiczny (chodzi o całe ekosystemy – takie drzewa były siedliskiem dla różnych gatunków ptaków i owadów, chroniły glebę, itp.), wiec tym bardziej żal, że już ich w Polsce prawie nie ma. Ale to zupełnie inna kwestia.

  2. 2
    magda:

    Przy pisaniu posta przeczytałam jakiś raport o polskich sadach owocowych. Było w nim dokładnie to o czym piszesz. Stare odmiany wysokopiennych jabłoni znikają. Nawet nie chcę myśleć o tym, że za parę lat możemy mieć 3 rodzaje jabłek do wyboru. Wszystkie duże, gładziutkie, błyszczące i… bez smaku. Tymczasem kontynuuję moje polowanie na targu. Ostatnio upolowałam koksę górską i koksę pomarańczową. Malutkie i niepozorne, a smakują obłędnie.

Leave a Reply

CommentLuv badge