mimo w o l n i e j

∞ sposoby na zatrzymywanie świata

mimo w o  l   n   i     e       j RSS Feed
 
 

Archive for August, 2008

śniadaniowa NIEdoskonałość

7:38 CEST

7:38 CEST

No i nie obudziłam się godzinę wcześniej, ale zaledwie kwadrans wcześniej. W lodówce czekały na mnie maliny. I to tylko dzięki malinom zdecydowałam mimo wszystko zjeść moje śniadanie.

Śniadanie było pyszne. Herbata, maliny, jogurt i kilka stron książki, niedużo, tyle żeby dokończyć rozdział. W efekcie uciekł mi autobus. Spóźniłam się do pracy 40 minut.

Agnieszka czekała pod zamkniętymi drzwiami biura 25 minut próbując się dodzwonić na moją rozładowaną komórkę. Potem zrezygnowała z czekania i… pojechała na rynek gdzie wypiła duże cappucino. Ku mojemu zdziwieniu po powrocie do biura była całkiem zadowolona z takiego obrotu rzeczy. ;-)

Mission completed? Mhmm… chyba jednak muszę jeszcze poćwiczyć. Podobno ćwiczenie czyni mistrza…

śniadaniowa doskonałość

Odkąd natknęłam się na blog Jennifer Causey nie mogę pozbyć się natrętnych myśli o śniadaniach i porankach. Jen mieszka w Nowym Jorku i regularnie fotografuje swój poranny posiłek.

19. VI 2008/ simplybreakfast.blogspot.com

19. VI 2008/ simplybreakfast.blogspot.com

14. VIII 2008/ simplybreakfast.com

14. VIII 2008/ simplybreakfast.com

19. IX 2007/ simplybreakfast.blogspot.com

19. IX 2007/ simplybreakfast.blogspot.com

16. X 2007/ simplybreakfast.blogspot.com

16. X 2007/ simplybreakfast.blogspot.com

Jej zdjęcia są jak niewystygłe jeszcze ślady spokojnych chwil o poranku. Dowody na leniwe wchodzenie w nowy dzień, stopniowe nabieranie tempa – taką rozgrzewkę dla myśli i zmysłów. Jen praktykuje śniadaniową sztukę od co najmniej dwu lat – przynajmniej tak daleko sięgają wpisy na jej blogu. Komponuje wyjątkowe zestawienia smaków, kolorów, faktur, światła. Niby zwyczajne, ale nadzwyczajnie smakowite.

Tak bardzo zazdroszczę Jen jej poranków! Zazdroszczę okruchów ciastka na czytanej gazecie, delektowania się wypijaną wolno łyk po łyku kawą. Kto dziś może pozwolić sobie na jedzenie śniadania bez pośpiechu? Ja śniadania przestałam jeść dawno temu . Wychodzę z domu w 15 minut. Natychmiast po przebudzeniu muszę nabrać maksymalnej prędkości, od razu porywa mnie huragan rzeczy do zrobienia.

A może spróbuję wstać jutro godzinę wcześniej? Zazdrość to wielka siła…

Wszystkie zdjęcia w tym poście są autorstwa Jennifer Causey i pochodzą z jej bloga:
simply breakfast. the art of breakfast.

ab ovo czyli od jajecznicy do mobilu

Początki bywają trudne. Na szczęście sprzymierzeńcem w zatrzymywaniu świata okazał się urlop. Od czego się zaczęło? Mhmm… raczej nie od jajka, ale od jajecznicy dla 3 osób. Albo może jeszcze wcześniej zaczęłam zbierać patyki… Nie! Na pewno puste wytłoczki były pierwsze. Do niedawna lądowały w koszu, bo trzeba przyjrzeć się dłużej, aby zobaczyć w nich papierowe kielichy lilii. Tydzień temu wreszcie wpatrywałam się wystarczająco długo w pomarańczową wytłoczkę na 6 jajek. Pomyślałam, że mogę z niej zrobić mobil.

Podobno mobile wynalazł w 1931 r. Alexander Calder, amerykański rzeźbiarz, zaś samą nazwę “mobil” wymyślił Marcel Duchamp. Ale jakoś trudno mi uwierzyć, że wydarzyło się to tak późno, że nikt wcześniej nie bawił się w ten sposób.
Konstruowane z drucików, prętów lub patyków, na których zawiesza się blaszki, kulki, plastikowe albo papierowe kształty. Wszystkie ramiona i piętra są ruchome, więc całość trzeba dokładnie wyważyć. Jest tylko jeden środek ciężkości, punkt na którym zawieszona zostanie konstrukcja. Dobrze wyważone, pozostają w stanie chwiejnej równowagi – porusza je najlżejszy powiew powietrza. Uwielbiam ten ruch, lekkość i zmianę. Najwyraźniej mobile hipnotyzują nie tylko niemowlęta…

Lubię robić coś z niczego, z codziennych zwykłych rzeczy, ze śmieci. Mój mobil wymaga tylko czasu. Trzeba uzbierać kilka wytłoczek, pójść na spacer po odpowiednie patyki, znaleźć sznurek. Później wycinanie, zawijanie, malowanie, zawiązywanie supełków, robienie dziurek w patykach, wyważanie. Rękodzieło przenosi mnie na działkę moich dziadków, gdzie w stanie maksymalnej koncentracji i śmiertelnej powagi lepiłam z ziemi i kamyków ciasta albo przelewałam wodę pomiędzy kilkoma plastikowymi foremkami. Spokój.

Alexander Calder o tworzeniu mobili

http://www.nga.gov/exhibitions/calder/realsp/room8a-7.htm

Kiedyś zwykłem zaczynać od gotowego szkicu, ale dziś rozpoczynam po prostu od wycięcia mnóstwa różnych kształtów… Niektóre z nich wybieram ze względu na piękną formę lub dynamikę. Inne trafiają do mobila tylko dlatego, że akurat podeszły mi pod rękę. Potem układam kształty na stole jak kawałki trójwymiarowego kolażu, wstawiam między nie pręty tworząc ogólny wzór. Wreszcie przycinam je jeszcze trochę, tym razem kalkulując jak części będą się wzajemnie równoważyć.
Równoważąc, zaczynam od mniejszych końców, potem przechodzę dalej, aż jestem pewien, że znalazłem środek ciężkości. To kluczowe, ponieważ istnieje tylko jeden taki punkt i musi być ustalony właściwie, aby konstrukcja mogła wisieć swobodnie i obracać się wokół osi. Zazwyczaj zanim pozaginam pręty, testuję jeszcze położenie tego punktu używając sznurków.
Rozmiar i kąt pod jakim zawieszone są kształty to kwestia gustu i tego jaki masz pomysł.
Większość ludzi patrząc na mobil zobaczy tylko zbiór ruchomych płaskich przedmiotów. Jednak kilku z nich ujrzy poezję.

Zdjęcia pracowni i mobili Alexandra Caldera:

http://calder.org/work/category/hangingmobile.html

prolog

blog antypracoholiczny

manifesto

wielkość tekstu

ostatnie wpisy