any colour you like…. rozplątywanie
120 minut*
Czasami zdarza się, że coś się popląta. W ten właśnie tajemniczy sposób poplątały się “landrynki” czyli sznury kolorowych szkiełek z kiczowatej zasłonki.
Rozplątywanie. Jak bajkowe oddzielanie soczewicy od popiołu albo ziaren maku od piasku.
Rozplątywanie może doprowadzić do szału. Rozplątywanie może uspokajać.
Jaki tylko kolor zechcesz.
Any colour you like.
Any colour you like/The Dark Side of the Moon/ Pink Floyd
* Landrynki rozplątywał Adam. Asystowała mu Kreska, której kawałek widać u góry drugiego zdjęcia.


January 22nd, 2009 at 9:43 pm
oj, oj! a skąd takie “landrynki” się bierze???przyznam się, kabli nie lubię rozplątywać, nie uspokaja mnie ta czynność – “doprowadza do szału”.Lecz!… takie smakowite sznurkowe kolorowatości – z chęcią!ciekawy pomysł na zabawę z pięciolatką – siostrą moją i nie tylko….!fajniusio!
Pozdrawiam!
January 28th, 2009 at 10:16 am
Takie landrynki ja wzięłam z dziwnego małego sklepiku z samymi kiczowatymi akcesoriami. Tego sklepiku już nie ma. Wiem, że bywają także w większym markecie budowlano-wnętrzarskim, którego nazwę mogę podać przez e-mail. Landrynki najfajniej wyglądają kiedy są podświetlone. Jak tylko je naprawię na pewno gdzieś u mnie zawisną.