omijanie utartych ścieżek
Tą samą drogą. Tym samym skrótem. Jedną linią tramwajową. Zmiana miejsca pracy uzmysłowiła mi jak bardzo ograniczona jest moja codzienna przestrzeń podróżowania “do” i “z”… Mogłabym jak tramwaj przyczepić sobie na stałe tabliczki z przystankiem początkowym i końcowym.
A przecież tak samo jak w siatce wyznaczonych na stałe tras, funkcjonuję w rozkładzie powtarzalnych czynności i myśli. Codziennie omijam wielkie przestrzenie innych możliwości. Gdybym wysiadła na innym przystanku, pojechała trasą dookoła. Gdybym pomyślała o czymś w nietypowy sposób.
Jeszcze bardziej niż sama powtarzalność niepokoi mnie jej usypiający efekt. Utartymi ścieżkami porusza się automatycznie. Już nie patrzy się pod nogi, nie rozgląda na boki, nie zastanawia. Można to robić z zamkniętymi oczami.
Ile z tego czym się zajmujesz układa się według stałej trasy? Powtarza się regularnie z tygodnia na tydzień? Jak wiele rzeczy robisz automatycznie i zamkniętymi oczami?
A ile jest myśli/ czynności nietypowych? Ile zbaczania z trasy? Ile próbowania czegoś nowego?
Kiedy codzienne życiowe ścieżki stają się tak przewidywalne, że możesz rozrysować je jak komunikacyjną mapkę linii tramwajowych, to pora żeby zacząć je omijać.
