mimo w o l n i e j

∞ sposoby na zatrzymywanie świata

mimo w o  l   n   i     e       j RSS Feed
 
 

Archive for April, 2011

omijanie utartych ścieżek

Tą samą drogą. Tym samym skrótem. Jedną linią tramwajową. Zmiana miejsca pracy uzmysłowiła mi jak bardzo ograniczona jest moja codzienna przestrzeń podróżowania “do” i “z”… Mogłabym jak tramwaj przyczepić sobie na stałe tabliczki z przystankiem początkowym i końcowym.

A przecież tak samo jak w siatce wyznaczonych na stałe tras, funkcjonuję w rozkładzie powtarzalnych czynności i myśli. Codziennie omijam wielkie przestrzenie innych możliwości. Gdybym wysiadła na innym przystanku, pojechała trasą dookoła. Gdybym pomyślała o czymś w nietypowy sposób.

Jeszcze bardziej niż sama powtarzalność niepokoi mnie jej usypiający efekt. Utartymi ścieżkami porusza się automatycznie. Już nie patrzy się pod nogi, nie rozgląda na boki, nie zastanawia. Można to robić z zamkniętymi oczami.

fragment mapki komunikacyjnej krakowskich linii tramwajowych

fragment mapki komunikacyjnej krakowskich linii tramwajowych

Ile z tego czym się zajmujesz układa się według stałej trasy? Powtarza się regularnie z tygodnia na tydzień? Jak wiele rzeczy robisz automatycznie i zamkniętymi oczami?

A ile jest myśli/ czynności nietypowych? Ile zbaczania z trasy? Ile próbowania czegoś nowego?

 

Kiedy codzienne życiowe ścieżki stają się tak przewidywalne, że możesz rozrysować je jak komunikacyjną mapkę linii tramwajowych, to pora żeby zacząć je omijać.

 

 

niezidentyfikowane obiekty kwitnące

Było zimno, pochmurno, wilgotno i wietrznie, ale dzięki temu wszystko, co już zielone nabrało intensywniejszego i neonowego koloru. Ludzi wokół prawie wcale, bo na zewnątrz wyciąga ich raczej słońce. Mijali nas tylko jacyś zdeterminowani biegacze.

Podczas takiego mrocznego deszczowego spaceru na Skałkach Twardowskiego wypatrywałam kwitnących roślin. Wyłaniały się z suchej trawy i liści. Dwa dni wcześniej w tym samym miejscu zauważyłam tylko trzy… a kiedy zaczęłam ich szukać, to sfotografowałam szesnaście. Czasem przez aparat widzę więcej.

Wypatrywanie i nazywanie – pozostałości mojej fascynacji botaniką i słabości do brzmienia łacińskich nazw. Nazywane rośliny zaczynają się “mnożyć”. Zamiast trawy masz kilkadziesiąt roślin, zamiast jednego fiołka dwa różne gatunki. Wyostrza się zmysł rozróżniania drobnych szczegółów koloru, kształtu listków czy płatków. Tak jak w tym wyeksploatowanym przykładzie o Eskimosach, którzy w swoim języku mają kilkadziesiąt określeń rodzajów śniegu. Jedni widzą drzewa, inni wiąz, wierzbę, klon, modrzew…

Wieczorem w domu przewertowałam  wszystkie moje książki, ale nie udało mi się zidentyfikować trzech sfotografowanych obiektów kwitnących.

 

 

Fiołek leśny Viola silvatica

Miodunka plamista Pulmonaria officinalis

Zawilec gajowy Anemone nemorosa

Ziarnopłon wiosenny Ficaria verna

Fiołek wonny Viola odorata

Pięciornik piaskowy Potentilla arenaria

niezidentyfikowany obiekt nr 1

Wierzba iwa Salix caprea

Wilczomlecz sosnka Euphorbia cyparissias

Mokrzycznik baldaszkowaty Holosterum umbellatum ???

Wiąz polny Ulmus minor

Niezidentyfikowany obiekt nr 2

Śliwa tarnina Prunus Spinosa

Niezidentyfikowany obiekt nr 3

Klon zwyczajny Acer plantanoides

Modrzew europejski Larix decidua