mimo w o l n i e j

∞ sposoby na zatrzymywanie świata

mimo w o  l   n   i     e       j RSS Feed
 
 

Archive for rozmyślanie

Ile sekund trwa Twoja minuta?

Moja minuta trwa 49 sekund. Mój wewnętrzny zegar spieszy, bo ja się spieszę.

Prosty mini-test na poczucie czasu.

Mimowolniej czy na łeb na szyję?

Włącz stoper. Zamknij oczy. Otwórz je wtedy, kiedy Twoim zdanie minie minuta. Odliczanie w myślach surowo zabronione.

klepsydra

decluttering – nowa wspaniała przestrzeń

Pod koniec marca dostałam e-mail od samej siebie sprzed roku (zobacz post: podróżowanie w czasie), który był jak mocne uszczypnięcie wybudzające z letargu. Niewygodny dowód na kilka ciągle powtarzanych zaniechań.

Jedno z nich to moje bezskuteczne zmagania z bałaganem. Przyznaję się do tysiąca przedmiotów, które są jak realnie przytłaczający mnie ciężar, jak napierający ze wszystkich stron chaos. Ksera, notatki, książki, ubrania, pamiątki, torebki, buty, tkaniny, 20 gatunków herbat, 5 rodzajów żeli pod prysznic, farby, kredki, teczki, bibeloty… wszystkiego mam za dużo.

Niekończąca się lista rzeczy, których żal mi wyrzucić. Plon ulegania konsumpcyjnym pokusom i wpajanego we mnie od dziecka lęku przed marnowaniem czegoś, co może jeszcze kiedyś się przydać.

Paradoks polega na tym, że gromadząc czuję się bezpiecznie, ale jednocześnie coraz bardziej męczy mnie zagracona przestrzeń. Nadmiar przedmiotów rozprasza moją uwagę i kradnie czas. Spędzam mnóstwo godzin na  sprzątaniu, szukaniu, sortowaniu i przekładaniu przedmiotów z miejsca na miejsce.

worek nr 8

Od miesiąca wreszcie realizuję wielki plan oczyszczania i upraszczania przestrzeni. Uwalniam moje mieszkanie od zagracenia. Po kolei przeglądam pomieszczenia, szafy, pudełka i schowki, zapełniając plastikowe worki (do wyrzucenia, do oddania, do sprzedania, do zastanowienia się). Wyrzuciłam już dziewięć sześćdziesięciolitrowych worków, dwa worki rzeczy rozdałam a jeden czeka na wyprzedanie na allegro.

Z każdym kolejnym workiem łatwiej mi pokonać sentymentalny paraliż i decydować, że czegoś nie potrzebuję. Udało mi się pozbyć nawet starych dzienników, notatek ze studiów (po ilu latach!) i magnetofonowych kaset. To dopiero początek.

Im mniej rzeczy tym lżejsza się czuję – zwolennicy “declutteringu” (od-gracania ;-) nie kłamią opowiadając o powiązaniu przestrzeni zewnętrznej z naszym wnętrzem. Nowa wspaniała przestrzeń = nowa świeżość samopoczucia.

sztuka zmywania naczyń

Kiedy ma się dużo kubków, to zaczynają one podstępnie gromadzić się w zlewie. Czasami tworzą nawet strukturę wielopiętrową. Im więcej pięter, tym większy mam opór przed przystąpieniem do zmywania.

Dlaczego właściwie nie lubię zmywać naczyń? Czy mycie naczyń jest nieprzyjemne?

kubki

dwa piętra kubków

Thich Nhat Hanh, “Cud uważności”

Są dwa sposoby zmywania. Pierwszy – to zmywanie naczyń, po to by je umyć i drugi – by je zmywać.
Kiedy zmywamy i myślimy o herbacie, która na nas czeka – to śpieszymy się, żeby sprzątnąć naczynia, tak jak gdyby nam przeszkadzały. Wtedy nie można powiedzieć, że “zmywamy dla zmywania”. Co więcej, nie żyjemy w chwili, w której to wykonujemy. Właściwie jesteśmy zupełnie niezdolni do tego by stojąc przy zlewie urzeczywistniać cud życia. Jeśli nie umiemy zmywać naczyń, to wszystko wskazuje, że również nie będziemy umieli pić herbaty. Podczas picia będziemy myśleli o innych rzeczach, ledwie zdając sobie sprawę, że trzymamy w rękach filiżankę. W ten sposób będziemy wsysani w przyszłość, niezdolni do prawdziwego przeżycia nawet jednej minuty.


Jeżeli zmywając koncentruję się na odczuciach, dotyku ciepłej wody i przestaję wybiegać w przyszłość, to zmywanie staje się przyjemne.


porozlepiaj coś miłego!

Na “Something nice” kanadyjczyka Todda Falkowskyego natknęłam się ponad rok temu (mocoloco.com/archives/005166.php) i od razu chciałam spróbować tego samego.

Zbyt rzadko mówimy sobie i innym małe codzienne miłe rzeczy.

Todd Falkowsky - something nice

Rozlepianie angielskiej wersji nie miałoby sensu, więc wykombinowałam swoją własną. Za dwudziestym drugim razem pracochłonnie kaligrafowane literki wreszcie ułożyły mi się w równe serce.
Skanowanie, kolorowy papier, drukowanie, nożyczki, dwustronna taśma, rach-ciach i zestaw do nocnego plakatowania gotowy.

Teraz pozostaje tylko przyjemność podglądania ludzkich reakcji.

moje "powiedz coś miłego" - pocięte, pozaginame i podklejone taśmą...

“powiedz coś miłego” wśród innych ogłoszeń

Wydrukuj sobie ogłoszenie: powiedzcosmilego.pdf

.

Niedawno mój znajomy podesłał mi linka do “miłego dnia” z Wrocławia.

http://wroclaw.fotolog.pl/

miłego dnia z wroclaw.fotolog.pl zdjęcie nadesłane przez norr

.

podróżowanie w czasie

Cała naprzód czyli ‘Dear FutureMe’

Przez ostatnie cztery dni napisałam dwa e-maile. Jeden do “siebie-za-rok”, a drugi do “siebie-za-sześć-lat”. Każdy z nich rozpoczynał się od domyślnego ‘Dear FutureMe’ Podróżowanie w czasie. Przyjdą na moją skrzynkę mailową 20 marca 2010 i 22 marca 2015 roku. Takie czasoprzestrzenne mailowanie poprzez stronę FutureMe.org.

Nie chciałam posłać w przyszłość do siebie drobnych żarcików czy pozdrowień, może dlatego pisanie okazało się zaskakująco żmudne. Przyszpiliło mój umysł lepiej niż wiele innych sposobów zastanawiania się nad własną przyszłością i tym czego chce się w życiu.

Kim będzie ta osoba, która odbierze maile? “PrzyszłeJa” za rok, albo za 6 lat? Do kogo piszę? Elektroniczno-epistolograficzna sztuczka wprowadza w ciekawy stan umysłu. ‘Ja’ próbujące przewidzieć swoją własną przemianę w czasie, aby zbudować podmiot do którego skieruje wypowiedź. Nakładający się na to dystans między nadawcą a adresatem listu połączony z… intymnością i prywatnością pisania do samego siebie. I jeszcze, last but not least, świadomość, że ten mail faktycznie do mnie dotrze wtedy, kiedy o nim nie będę już wcale pamiętać.

Usiłowałam ogarnąć czas, który upłynie do momentu odebrania maila i umiejscowić siebie w jakiś nowych dekoracjach. 1 rok – w miarę łatwe, 6 lat… piekielnie trudne. Te mentalne ramy sprowokowały mnie do testowania różnych konfiguracji tego, co pozostanie takie samo z tym, co się zmieni. Powoli wypełniłam je konkretnymi wyobrażeniami, życzeniami i tym co chciałabym sobie powiedzieć, o czym chciałabym wtedy pamiętać, tym co robię teraz, a co wtedy zaowocuje. Za przepaścią 6 lat pojawiły się już tylko kontury tego, co dla mnie najwyraźniejsze, najważniejsze.

I z powrotem. Czas przeszły, tryb dokonany

Rosamund Stone Zander zajmuje się terapią rodzin i coachingiem. Benjamin Zander jest dyrygentem Bostońskiej Orkiestry Symfonicznej i profesorem Konserwatorium Nowej Anglii. Razem napisali niezwykłą książkę “Sztuka możliwości”, przedstawiającą 12 twórczych praktyk, za pomocą których można przekształcić światopogląd i sposób życia (o tej książce na pewno jeszcze kiedyś napiszę).

Benjamin prowadzi zajęcia w konserwatorium muzycznym. Podczas jednego ze swoich kursów, aby przezwyciężyć stres i niechęć studentów do ryzyka spowodowane ocenianiem, zaproponował im następujący układ: Każdy z uczestników kursu otrzyma najwyższą ocenę ‘A’ pod warunkiem, że w ciągu 2 tygodni napisze list datowany po zakończeniu kursu, rozpoczynający się od słów ‘Szanowny Panie, Otrzymałem ocenę A ponieważ…”. W tych listach studenci mieli, jak najdokładniej opisać, co przydarzyło się im podczas całego kursu, co uzasadnia otrzymanie przez nich tak wysokiej oceny. Studenci powinni byli umiejscowić siebie w przyszłości, spojrzeć wstecz i przedstawić zdobytą wiedzę, umiejętności i wszystkie etapy rozwoju, a przede wszystkim jaką osobą stali się po zakończeniu kursu.

Cały list miał być napisany w czasie przeszłym, w trybie dokonanym. Z przyszłości do przeszłości. Odwrotny kierunek listu niż w FutureMe.org. Od wizji spełnienia i rozwoju osiągniętego w przyszłości, wstecz poprzez wszystko, co do tego doprowadziło. Często myślałam, żeby napisać taki list…

wielkość tekstu

ostatnie wpisy