mimo w o l n i e j

∞ sposoby na zatrzymywanie świata

mimo w o  l   n   i     e       j RSS Feed
 
 

Archive for smakowanie

jak smakuje syrop z kwiatów bzu czarnego?

Nieznane. Kiedy zastanawiam się czy spróbować czegoś nowego, albo coś zmienić, to często chciałabym najpierw wiedzieć na pewno jak to będzie. Mieć gwarancję, że się uda, że będzie bezpiecznie, że się spodoba. Trudno mi znaleźć przyjemność w tej niepewności dużych zmian. Lubię ryzykować ze smakami, zapachami, ale nie lubię jeszcze ryzykować życiowo.

Chcesz wiedzieć jak smakuje syrop z kwiatów bzu czarnego, zanim go spróbujesz? Chcesz wiedzieć, żeby ocenić czy warto wybrać się na zrywanie kwiatów i bawić z całym tym moczeniem baldachimów w słoiku, odcedzaniem, chlapaniem na podłoge i blat… Mhm… nie słodki, ale słodkawy, mocno aromatyczny. I tak nie posmakujesz go, dopóki nie posmakujesz. Nie da się tak naprawdę oswoić zmian, przygotować i poznać zanim się pojawią. Można tylko oswajać swój lęk przed nimi. Skok w nieznane, to zawsze jest skok. Przez co najmniej chwilę nie dotykasz stopami pewnego gruntu.

 

kwiaty bzu czarnego

kwiaty bzu czarnego

Przepis na syrop z kwiatów bzu czarnego

30 baldachimów kwiatu bzu (jeśli są małe, to więcej)
1,5 litra zagotowanej przestudzonej wody
1,5 kg fruktozy lub cukru
2 cytryny pokrojone na kawałki
łyżeczka kwasku cytrynowego

Kwiaty bzu zrywamy w pełni rozkwinięte w suchy dzień. Najlepiej rano. Najłatwiej ścinać je ogrodowym sekatorem albo nożyczkami. Najważniejszy jest żółty pyłek, którym są pokryte, więc trzeba kwiaty zbierać, tak aby jak najmniej się go osypało.

Sprawdzamy czy na kwiatach nie ma jakiś owadów lub mszyc. Nie myjemy ich. Obcinamy grubsze ogonki kwiatostanów. Wrzucamy kwiaty do wyparzonego słoja.

Cytryny dokładnie szorujemy szczoteczką, przelewamy kilkakrotnie wrzątkiem, a potem płukamy zimną wodą. Kroimy na kawałki i wrzucamy do słoja.

Letnią przegotowaną wodę mieszamy z cukrem i kwaskiem cytrynowym. Zalewamy nią kwiaty i cytryny. Słój przykrywamy pergaminem, tkaniną lub talerzykiem. Zostawiamy na 48 godzin. Trzeba pamiętać o słoju z kwiatami i kilka razy w ciągu dnia je pomieszać.

Po tym czasie przecedzamy syrop przez gęste sitko lub złożoną kilka razy gazę. Przelewamy do słoików. Pasteryzujemy.

sok z kwiatu bzu

kwiaty bzu w wodzie z cytryną i cukrem

http://pl.wikipedia.org/wiki/Bez_czarny

 

czas na ogórki małosolne

Tego lata mam porachunki z warzywami:

warzywa + ja = poczucie winy

Kupuję je i wkładam do lodówki, gdzie marnują się z powodu mojego zabiegania i braku czasu. Zwykle pod koniec tygodnia usiłuję uratować przynajmniej część z ich zwiędniętych szczątków w panice gotując kilka potraw na raz. Jednak półtorej kilograma ogórków przebrało miarę mojego poczucia winy i chociaż o 1 w nocy jedynym moim marzeniem było zasnąć (rano musiałam wstać o 6), to zmobilizowałam się do ich ukiszenia.

Kiszenie ogórków ma wiele wspólnego z czasem:

ogórki+koper+czosnek+chrzan+woda+sól+CZAS= ogórki małosolne

ogórki+koper+czosnek+chrzan+woda+sól+więcej CZASU= ogórki kiszone

W dużym kamionkowym garnku rozgrywa się magiczna praca bakterii fermentacji mlekowej. Codziennie zaglądam pod talerzyk, którym jest przykryty i wącham.

Takie domowe ogórki to zupełnie co innego niż kupowane w warzywniaku gotowce – to prawdziwe eksperymentowanie z czasem.

Najszybciej ukiszą się ogórki, które ponakłuwa się widelcem i obetnie ich czubki (możesz je ułożyć na samej górze).

Wolniej takie, które będą miały tylko ucięte końcówki (a te ułóż piętro niżej – w ten sposób poszczególne piętra będą po kolei zmieniały się w małosolne)

Kiszenie przyspieszy także gorąca zalewa.

Ale możesz też niczego nie przyspieszać…

moje ogórki

naukowe porady dotyczące jakości kiszonych ogórków :-)

http://www.ho.haslo.pl/article.php?id=1872

zimno – ciepło… masala chai

Przyprawy. Zgodnie z ruchem wskazówek zegara: liść laurowy, pieprz czarny, biały i zielony, goździki, cynamon, imbir, gałka muszkatołowa, kardamon zielony, ziele angielskie

Przyprawy do masala chai. Zgodnie z ruchem wskazówek zegara: liść laurowy, pieprz czarny, biały i zielony, goździki, cynamon, imbir, gałka muszkatołowa, kardamon zielony, ziele angielskie

Strasznie wczoraj zmarzłam. Moje buty, unurzane w śnieżno-słonej mazi, zupełnie przemokły. Chlupotała w nich woda. Mokre buty, mokre skarpety i mróz. Brrr…

Po powrocie zawinięta w koc obejrzałam popularnonaukowy film o wulkanach, a potem zrobiłam masala chai. Wełniane skarpety, rozgrzewająca pikantno-słodka herbata – przyjemność zwielokrotniona przez wcześniejsze zmarznięcie. Proste prawo kontrastów. Zimno – ciepło. Grzaniec najlepiej smakuje na narciarskim stoku a masala chai po zimowym albo jesiennym spacerze.


Masala Chai (hinduski czaj)

Chai to po prostu herbata. Masala oznacza czarną herbatę gotowaną z przyprawami z dodatkiem mleka i brązowego cukru. Nie ma jednego przepisu, ustalonego składu czy proporcji lub sposobu przyrządzania. W różnych regionach Indii dominują różne przyprawy. Poszukując niegdyś przepisów w sieci natrafiłam na wiele sprzecznych wskazówek sporządzania hinduskiego czaj z przyprawami. Jedni piszą o wsypywaniu herbaty na samym początku do zimnej wody. Inni przestrzegają, aby herbatę dodawać na sam koniec, tak aby się nie zagotowała…

Najpiękniej moim zdaniem o przygotowywaniu i piciu masala chai oraz Indiach piszą Jenny Kostecki-Shaw i Patrick Shaw na chaipilgimage post: Jai Ram’s chai in Chitrakoot.. W poście, do którego linkuje przeczytasz i obejrzysz jak Jai Ram – hinduski chai wallah przyrządza chai z imbirem i kardamonem. Przygotowanie masala chai może być spokojnym rytuałem, tym piękniejszym jeśli przygotowujemy herbatę dla kogoś bliskiego.

Każdy może znaleźć recepturę dopasowaną do własnego gustu, pory dnia lub roku. Bardziej pikantną z większą ilością przypraw, bardziej herbaciano-mleczną z migdałowym pudrem, słodszą z klonowym syropem albo miodem, z mlekiem sojowym. Latem można dodać mięty, a zrezygnować z rozgrzewających przypraw. Niezliczona liczba możliwości.

Gotujesz wodę z herbatą i przyprawami. Dodajesz mleko i cukier. Podgrzewasz. Przecedzasz i rozlewasz do filiżanek.

Przepis na masala chai do pobrania i wydrukowania:

przepis na masala chai w pdf
.

takie same ale inne – smakowanie jabłek

Delikates

Paula red

Celesta

Liret

Szara reneta

Brzmią pięknie… A przecież jest ich jeszcze więcej: golden delicjusz, antonówka, idared (wg mojego researchu to najpopularniejsza odmiana w polskich sadach ;-) ), koksa, kosztela (stara i rzadka odmiana), rubin, jonagold…

Jakie jabłka lubisz? Jakie jabłka lubi Twój partner? Pytanie pasujące do teleturnieju dowodzącego, że nie znamy naszych bliskich tak dobrze jak nam się zdawało. Czy można znać człowieka i nie wiedzieć jakie jabłka lubi? ;-)

Jabłka są jak psy, niby takie same a jednak inne. Pies to pies, a tyle ras. Jabłko to jabłko. Te myśli plątały mi się po głowie, kiedy mijałam na targu kolejne stoiska pełne skrzynek wypełnionych różnymi odmianami jabłek. Często po prostu proszę sprzedawcę o twarde i średnio słodkie. Tym razem wybrałam 5 tajemniczych imion, z których znałam dobrze tylko szarą renetę.
Bo przecież pod tymi pięknymi imionami kryje się o wiele więcej. Intensywność smaku, winny aromat, tekstura skórki, soczystość, konsystencja miąższu, chrupkość, zapach, kwaskowatość, słodycz. Owe subtelne różnice są warte organoleptycznego eksperymentu.

Jabłkowe party to edukacyjna zabawa dozwolona od lat pięciu:
1. Idź na targ i kup jabłka w 10 odmianach.
2. Zaproś przyjaciół.
3. Pokrój jabłka na cząstki (zostaw skórkę!). Nie krój jabłek zbyt wcześnie, bo zbrązowieją. Pamiętaj, że cząstki nie mogą być duże, bo wtedy nie uda się spróbować wszystkich odmian.
4. Smakuj, gryź, wąchaj i porównuj.
5. Jakie jabłko smakuje dziś najlepiej?
6. Z jabłkami dobrze komponują się sery…

Krok drugi można pominąć – jabłka smakują także w samotności…

śniadaniowa NIEdoskonałość

7:38 CEST

7:38 CEST

No i nie obudziłam się godzinę wcześniej, ale zaledwie kwadrans wcześniej. W lodówce czekały na mnie maliny. I to tylko dzięki malinom zdecydowałam mimo wszystko zjeść moje śniadanie.

Śniadanie było pyszne. Herbata, maliny, jogurt i kilka stron książki, niedużo, tyle żeby dokończyć rozdział. W efekcie uciekł mi autobus. Spóźniłam się do pracy 40 minut.

Agnieszka czekała pod zamkniętymi drzwiami biura 25 minut próbując się dodzwonić na moją rozładowaną komórkę. Potem zrezygnowała z czekania i… pojechała na rynek gdzie wypiła duże cappucino. Ku mojemu zdziwieniu po powrocie do biura była całkiem zadowolona z takiego obrotu rzeczy. ;-)

Mission completed? Mhmm… chyba jednak muszę jeszcze poćwiczyć. Podobno ćwiczenie czyni mistrza…