mimo w o l n i e j

∞ sposoby na zatrzymywanie świata

mimo w o  l   n   i     e       j RSS Feed
 
 

pustułkowe potomstwo

pisklę pustułki

pisklę pustułki

Pustułki dochowały się potomstwa w postaci dwóch drących się w niebogłosy wiecznie głodnych brzydkich piskląt.

Oto jedno z nich.

weather report… patrzenie na chmury

Nic nie robić, leżeć i patrzeć w niebo – esencja lenistwa i wakacji. “Lubię wpatrywać się w zmieniające kształty płynących po niebie chmur” – to zdanie z psychologicznego testu utkwiło mi w pamięci tak samo mocno, jak podstawowe rodzaje chmur na lekcji geografii: cirrus (lok), stratus (warstwa), cumulus (stos), nimbus (ulewa)…

To chyba jeden z najdziwniejszych testów w psychologii. Nazywa się Skala Absorpcji (tutaj możesz go zobaczyć w wersji anglojęzycznej TAS, Tellegen- Atkinson, 1974;  http://socrates.berkeley.edu/~kihlstrm/TAS.htm). Mierzy skłonność do pogrążania się w doświadczeniach oraz otwartość na odmienne stany świadomości. Jeśli lubisz wpatrywać się w chmury i jeśli oglądanie widoków, czytanie lub słuchanie muzyki pochłania Cię tak bardzo, że zapominasz co dzieje się wokół, to prawdopodobnie uzyskałabyś wysoki wynik. Wiele badań wykazało, że osoby, które mają wysoki wynik na Skali Absorpcji łatwiej wchodzą w hipnotyczny trans… Może to mógłby być test do badania poziomu mimowolności ;-)

chmury z dzisiejszego spaceru nad Wisłą

Dziś były super chmury. Mój spacer nad Wisłą przerodził się w internetowe poszukiwania mające na celu ustalenie do jakiego rodzaju je zaliczyć.

I wtedy okazało się, że niektórzy lubią wpatrywać się w przepływające obłoki jeszcze bardziej niż ja. Cenią chmury tak bardzo, że:

- prowadzą fora dyskusyjne

- polują na wyjątkowe chmury i mają swoje ulubione ich rodzaje

- tworzą na flickr.com grupę poświęconą zdjęciom chmur przypominających jakieś konkretne rzeczy: Shapes in the Clouds

- albo, jak Gavin Pretor-Pinney piszą książkę Podręcznik kolekcjonera chmur – Cloud-Collectors-Handbook (na amazon.com) i zakładają Towarzystwo Miłośników Chmur, które ma 20400 członków – cloudappreciationsociety.org

Wow.

Ps. Na google.books można przeczytać poprzednią książkę Gavina Pretora-Pinneya “Cloudspotter’s guide”, która przez ponad pół roku utrzymywała się wśród listy 10 bestsellerów w Wielkiej Brytanii: Cloudspotter’s Guide na books.google

przerwa na pustułki

Zamieszkały na podwórku w centrum Krakowa, na które wychodzą okna biura, gdzie pracuję.

Przerwa na kawę. Przerwa na herbatę. Przerwa obiadowa. Przerwa na pustułki. Ostatnio najwięcej moich przerw przypada na pustułki. Zwłaszcza, że zwracają na siebie uwagę wydając głośne skrzeko-piski.

Ich głosów można posłuchać na tej stronie: ptaki.info

pustułka nr 2 z... gryzoniem

sokolik pustułka nr 1 z... gryzoniem

sokolik pustułka nr 2 siedzący na jajku

sokolik pustułka nr 2 siedzący na jajku

podróżowanie w czasie

Cała naprzód czyli ‘Dear FutureMe’

Przez ostatnie cztery dni napisałam dwa e-maile. Jeden do “siebie-za-rok”, a drugi do “siebie-za-sześć-lat”. Każdy z nich rozpoczynał się od domyślnego ‘Dear FutureMe’ Podróżowanie w czasie. Przyjdą na moją skrzynkę mailową 20 marca 2010 i 22 marca 2015 roku. Takie czasoprzestrzenne mailowanie poprzez stronę FutureMe.org.

Nie chciałam posłać w przyszłość do siebie drobnych żarcików czy pozdrowień, może dlatego pisanie okazało się zaskakująco żmudne. Przyszpiliło mój umysł lepiej niż wiele innych sposobów zastanawiania się nad własną przyszłością i tym czego chce się w życiu.

Kim będzie ta osoba, która odbierze maile? “PrzyszłeJa” za rok, albo za 6 lat? Do kogo piszę? Elektroniczno-epistolograficzna sztuczka wprowadza w ciekawy stan umysłu. ‘Ja’ próbujące przewidzieć swoją własną przemianę w czasie, aby zbudować podmiot do którego skieruje wypowiedź. Nakładający się na to dystans między nadawcą a adresatem listu połączony z… intymnością i prywatnością pisania do samego siebie. I jeszcze, last but not least, świadomość, że ten mail faktycznie do mnie dotrze wtedy, kiedy o nim nie będę już wcale pamiętać.

Usiłowałam ogarnąć czas, który upłynie do momentu odebrania maila i umiejscowić siebie w jakiś nowych dekoracjach. 1 rok – w miarę łatwe, 6 lat… piekielnie trudne. Te mentalne ramy sprowokowały mnie do testowania różnych konfiguracji tego, co pozostanie takie samo z tym, co się zmieni. Powoli wypełniłam je konkretnymi wyobrażeniami, życzeniami i tym co chciałabym sobie powiedzieć, o czym chciałabym wtedy pamiętać, tym co robię teraz, a co wtedy zaowocuje. Za przepaścią 6 lat pojawiły się już tylko kontury tego, co dla mnie najwyraźniejsze, najważniejsze.

I z powrotem. Czas przeszły, tryb dokonany

Rosamund Stone Zander zajmuje się terapią rodzin i coachingiem. Benjamin Zander jest dyrygentem Bostońskiej Orkiestry Symfonicznej i profesorem Konserwatorium Nowej Anglii. Razem napisali niezwykłą książkę “Sztuka możliwości”, przedstawiającą 12 twórczych praktyk, za pomocą których można przekształcić światopogląd i sposób życia (o tej książce na pewno jeszcze kiedyś napiszę).

Benjamin prowadzi zajęcia w konserwatorium muzycznym. Podczas jednego ze swoich kursów, aby przezwyciężyć stres i niechęć studentów do ryzyka spowodowane ocenianiem, zaproponował im następujący układ: Każdy z uczestników kursu otrzyma najwyższą ocenę ‘A’ pod warunkiem, że w ciągu 2 tygodni napisze list datowany po zakończeniu kursu, rozpoczynający się od słów ‘Szanowny Panie, Otrzymałem ocenę A ponieważ…”. W tych listach studenci mieli, jak najdokładniej opisać, co przydarzyło się im podczas całego kursu, co uzasadnia otrzymanie przez nich tak wysokiej oceny. Studenci powinni byli umiejscowić siebie w przyszłości, spojrzeć wstecz i przedstawić zdobytą wiedzę, umiejętności i wszystkie etapy rozwoju, a przede wszystkim jaką osobą stali się po zakończeniu kursu.

Cały list miał być napisany w czasie przeszłym, w trybie dokonanym. Z przyszłości do przeszłości. Odwrotny kierunek listu niż w FutureMe.org. Od wizji spełnienia i rozwoju osiągniętego w przyszłości, wstecz poprzez wszystko, co do tego doprowadziło. Często myślałam, żeby napisać taki list…

jeden cal ciszy/ one square inch of silence

W 1969 roku UNESCO podjęło uchwałę mówiącą o prawie każdego człowieka do ciszy i potępiającą nadużywanie muzyki w miejscach publicznych. Jednym z inicjatorów tej uchwały był Witold Lutosławski.

W mieście skrawek ciszy znaleźć chyba tak samo trudno jak prawdziwą ciemność. Taką ciszę, która dzwoni w uszach. Taką ciemność, że nie widać wyciągniętej ręki.

Hałas na ruchliwej krakowskiej ulicy (Alejach) w ciągu dnia osiąga wartość 70-73 decybeli, a nocna uliczna “cisza” 66-68.

Przeciętna cisza w lesie to około 30 decybeli.

“One Square Inch of Silence” – “Jeden cal kwadratowy ciszy” to projekt Gordona Hemptona – inżyniera dźwięku (dzięki niemu słyszymy odgłosy dzikich miejsc pokazywanych w filmach przyrodniczych). Symboliczny skrawek ciszy Hemptona – nieobecność dźwięków pochodzących od człowieka – znajduje się w Olympic National Park w Stanach Zjednoczonych. 24 decybele.

Hałas rozprzestrzenia się na bardzo dużą odległość. W Olympic Park niczym nie zakłócona cisza trwa czasem całe godziny. W innych parkach w Stanach Zjednoczonych wolne od hałasu są to już tylko minuty. Hempton wybrał to miejsce także dlatego, że jest ciche samo w sobie – bez szemrania rzeki czy wiatru. Dlatego łatwiej wykryć wszelkie zakłócenia, np. szum samolotowych silników. Hempton wysyła listy do linii lotniczych prosząc, aby omijały Olympic Park. Wygłasza pogadanki przekonując, że cisza jest coraz rzadszym zasobem i wymaga ochrony.

Mapa akustyczna Krakowa

O projekcie Gordona Hemptona

onesquareinch.org

“In search of one-Square Inch of Silence”

.