Rano nie chciało mi się wstawać i jechać 1,5 godziny autobusem, ale na całe szczęście pokonałam swój bezwład. Niedziela w sadzie na wsi… rzadko widzę tyle zielonego na raz.
Huśtałam się na ławce, pilnując spacerującego po trawie kota (prawy górny róg zdjęcia). Kuba, to domowy a właściwie blokowy kot moich rodziców, który tylko w weekendy może zakosztować zielonego oraz motyli. Tak, tak… koty zjadają motyle.
A potem biegałam po grządkach przykładając obiektyw do trzmiela. Co za futro! Trzmiele makro mają coś wspólnego z kotami… a konkretnie z tygrysem.


